Publikujemy list jaki wpłynął na ręce Naczelnika Grupy Bieszczdzkiej Adama Górki. . Redakcja

Elżbieta Sz. Poznań

(nazwisko i adres znane Redakcji) . . . . . . . . . . . . . Poznań, dnia 8 października 1999r.

Grupa Bieszczadzka GOPR ul. Mickiewicza 49

38-5OO SANOK     

   Ten list miałam napisać już dawno, ale różne okoliczności sprawiły, że mogę zasiąść do niego dopiero teraz. A chciałam napisać po to, żeby podziękować ratownikom ze stanicy na przełęczy pod Tarnicą i z Ustrzyk Górnych za pomoc jakiej udzielili mi w dniu 19 sierpnia br., w czasie wypadku jaki zdarzył mi się na Tarnicy.

Pogoda tego dnia była dość zmienna. Rano padało, ale około dziesiątej zrobiło się ciepło i słonecznie, postanowiliśmy więc z mężem oraz moją siostrą i szwagrem, z którymi razem spędzaliśmy wakacje, wejść na Tarnicę. W Wołosatem jeszcze nie zdążyliśmy wysiąść z samochodu, kiedy znów spadł deszcz, krótki choć intensywny, ale po chwili znów się rozpogodziło. Nie byliśmy jedyną grupą, która wchodziła na Tarnicę - i przed nami, i za nami ciągnęły całe wycieczki turystów. Pogoda cały czas była ładna, po drodze robiliśmy zdjęcia, niestety, szczyt Tarnicy tonął we mgle. Siostra ze szwagrem zeszli wcześniej, my z mężem zostaliśmy jeszcze na szczycie, mając nadzieję, że mgła się rozwieje i będziemy mogli zrobić kilka ujęć. Niestety, mgła nie tylko się nie rozwiała, ale zaczęła gęstnieć i w obawie przed deszczem my także zaczęliśmy schodzić. Las mieliśmy już w zasięgu wzroku, ale deszcz złapał nas jeszcze na połoninie; ścieżka w jednej chwili zmieniła się w potok. I choć deszcz tak nagle jak się zaczął, tak zaraz ustał, ścieżka nie wyschła tak od razu. W tych warunkach nietrudno było o upadek i nie mnie jednej się on zdarzył, ale ja miałam pecha i złamałam nogę w kostce.

Dochodziła wtedy godzina piętnasta. Jako pierwsza zatrzymała się przy nas para turystów, którzy natychmiast wysłali swego syna na przełęcz pod Tarnicą po pomoc, ale nim nadeszli ratownicy stamtąd, pojawił się zupełnie przypadkowo inny ratownik, który, jak się okazało poprzedniego dnia przyjechał w Bieszczady i tego pechowego dla mnie dnia, prawie w tym samym czasie, wchodził z córką na Tarnicę. Piszę o tym wszystkim dlatego, ponieważ mam nadzieję, że prowadzą Państwo statystykę udzielonej pomocy: kto, gdzie i kiedy i te dane pozwolą na ustalenie, którzy to ratownicy udzielili mi pomocy. Bardzo by mi na tym zależało, ponieważ bardzo, bardzo serdecznie chciałam za tę pomoc podziękować.

Za tym przypadkowym ratownikiem, który jako pierwszy znalazł się przy mnie, po krótkiej chwili zjawiło się dwóch młodych ludzi z przełęczy pod Tarnicą a później jeszcze dwóch z Ustrzyk Górnych. Szybko i fachowo unieruchomili mi nogę w szynie i przygotowali do transportu. Ponieważ ze względu na mgłę niemożliwe było lądowanie śmigłowca zostałam przetransportowana na dół na wózku.

Nie mam słów uznania i podziwu dla zręczności z jaką ratownicy ściągali mnie na dół. Nie czułam najmniejszego bólu, żadnych wstrząsów, choć droga nie była łatwa (w czasie zejścia znów spadł deszcz). Kiedy miałam zamknięte oczy odnosiłam wrażenie, że stoimy w miejscy, dopiero gdy widziałam przesuwające się nade mną korony drzew mogłam przekonać się jak szybko schodzimy. U podnóża Tarnicy zostałam przeniesiona do karetki GOPR - u, która dowiozła mnie do Ustrzyk Górnych, a tam już czekała karetka pogotowia ratunkowego.

Jestem naprawdę bardzo wdzięczna wszystkim ratownikom za pomoc jakiej mi udzielili. Oprócz złej pogody i niełatwego zejścia trudność sprawiało zapewne jeszcze i to, że nie należę, niestety, do osób o drobnej budowie ciała. (podkr. od Red.)

W czasie zejścia o to nie spytałam, a na dole wydarzenia potoczyły się tak szybko, że nie było możliwości spytać o nazwiska ratowników, czego bardzo żałuję, ponieważ chciałabym osobiście bardzo serdecznie podziękować za pomoc, za życzliwość i za podtrzymywanie mnie na duchu. Mam jednak nadzieję, że na podstawie informacji jakie podałam, Państwo będą mogli ustalić, kto to był i przekażą podziękowania.

Oboje z mężem jesteśmy bardzo wdzięczni i nie chcielibyśmy poprzestać tylko na słowach. Chcemy przeznaczyć na potrzeby Grupy Bieszczadzkiej GOPR pewną kwotę i dlatego bardzo prosimy o podanie konta bankowego, na które moglibyśmy ją przesłać.

. Jeszcze raz podaję dane, które pozwolą ustalić, którzy ratownicy udzielili mi pomocy: 19 sierpnia 1999 (czwartek), ok. godz. 15°°, pod szczytem Tarnicy i jeszcze raz DZIĘKUJĘ. Podpis

. Naczelnik na prośbę Pani Elżbiety podał nazwiska: Ratownicy biorący udział w akcji: Witold RYZNAR / z córką/, Ryszard HRYCELAK i Paweł SZOPA - z dyżurki pod Tarnicą, Jerzy Żak i Piotr BROŚ - z Ustrzyk Górnych.

                       Home Page


Ostatnia modyfikacja : 30 listopada 1999

Opracowanie : Henryk Owoc

(C) Wszelkie prawa zastrzeżone
Copyright by Henryk Owoc
99-11-30

Strona znajduje się na serwerze www.republika.pl
www.republika.pl