| Bezpieczniej w górach |
|
Latem i jesienią, a szczególnie w okresie wakacji, kroniki Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego i Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, nie tylko w Bieszczadach, odnotowują większą ilość interwencji, wypraw i akcji ratunkowych. Obserwując od lat zdarzenia, jakie miały miejsce w Bieszczadach w okresie zwiększonego ruchu turystycznego, także grup dzieci i młodzieży, stwierdza się często elementarne nieprzygotowanie do trudów górskiej wędrówki. Należy żałować, że wycieczki, które winny służyć zdrowiu, rozwojowi osobowości młodego człowieka, nie spełniają często należycie swych ogromnych walorów wychowawczych, a czasem kończą się tragicznie. Trudno wymagać jednak od młodych ludzi, często jeszcze dzieci, mieszkańców nizin czy dużych miast, aby bez pomocy ludzi doświadczonych byli należycie przygotowani do trudów jakie mogą ich tu spotkać. Ale winno się tego wymagać od organizatorów takich eskapad ! Przypomnijmy kilka zasad, których przestrzeganie może przyczynić się do uniknięcia przykrych niespodzianek w czasie górskich wędrówek, zmniejszy ryzyko wypadku i jego następstw. A opisy zdarzeń, jakie miały miejsce, niech te tezy uzasadniają. Przed wyjazdem w góry sprawdź stan swojego zdrowia. Szczególnie jeżeli masz problemy z układem krążenia, zapytaj lekarza czy wysiłek w górach jest wskazany dla Twojego organizmu. Pamiętam przypadek jaki wydarzył się kiedyś w piękne sierpniowe popołudnie. Stacja Ratownicza GOPR mieszcząca się w schronisku PTTK na Połoninie Wetlińskiej została powiadomiona przez turystę, że w połowie tzw. ścianki, gdzie ścieżka prowadziła bardzo stromo w górę (trasa obecnie niedostępa), leży starsza turystka i skarży się na serce. Niezwłocznie udaliśmy się na miejsce. Dowiedzieliśmy się od poszkodowanej, że zażyła już lek nasercowy ale nie wie jaki, pokazała nam wykres badania EKG jaki zrobiła sobie przed wyjazdem na wycieczkę autokarową w Bieszczady. Wobec wielu niewiadomych i dużego ryzyka, wezwaliśmy z Sanoka śmigłowiec. Wcześniej wózkiem alpejskim przetransportowaliśmy chorą na dół w miejsce gdzie możliwe było lądowanie. Przybyły śmigłowcem lekarz zabrał poszkodowaną do sanockiego szpitala. Innym razem, przewodnik prowadzący tą samą trasą wycieczkę autokarową, powiadomił dyżurkę na Połoninie Wetlińskiej, że jedna z uczestniczek 17-letnia uczennica na pewnej wysokości zemdlała. Została zniesiona przez kolegów ze ścianki kilka metrów w dół, gdzie szybko odzyskała przytomność i ponowiła próbę wejścia na szczyt. Drugi raz, dokładnie na tej samej wysokości, straciła przytomność. Tym razem już została odtransportowana na przełęcz i oddana w ręce lekarza. Zakończyło się szczęśliwie i w tym przypadku, ale czy tak będzie zawsze ? 29 lipca 1993 podczas schodzenia z Małej Rawki w towarzystwie koleżanki, traci przytomność a później umiera 29-letnia mieszkanka Amsterdamu. W dniu 9 maja 1995 około 14:00, mimo prowadzonej przez ratowników reanimacji, umiera na grani Połoniny Wetlińskiej w odległości 30 minut od schroniska, uczestnik kilkuosobowej wycieczki. W sierpniu 1996 roku około godziny 14:00 ratownicy z sezonowej dyżurki namiotowej "Pod Tarnicą" słyszą wołanie o pomoc dochodzące z kierunku szlaku na Tarnicę. Po kilku minutach na miejscu zdarzenia ratownik stwierdził zanik akcji serca u 50 letniego Jana P. z Wrocławia. Wezwany został śmigłowiec Zespołu Lotnictwa Sanitarnego z lekarzem i ratownikami GOPR na pokładzie. W tym czasie prowadzona jest akcja reanimacyjna. Około godziny 14:35 na miejscu włącza się do akcji turysta - lekarz, który po dalszych 5 minutach stwierdza zgon poszkodowanego. Prawdopodobną przyczyną zgonu był zawał mięśnia sercowego, ale stwierdzenie tego możliwe będzie dopiero w czasie sekcji. O 14:45 wylądował śmigłowiec z lekarzem i ratownikami, który już tylko transportuje zwłoki do Ustrzyk Górnych. Pogotowie ratunkowe powiadamia GOPR o konieczności udzielenia pomocy 18-letniemu turyście na szczycie Walter koło Jabłonek, u którego stwierdzono zaburzenia krążenia. Ratownicy z lekarzem GOPR docierają na miejsce i transportują w dół poszkodowanego z użyciem wózka alpejskiego. Najpierw bez kółka na stromym górnym odcinku asekurują go na linie, później już na kółku, w łatwiejszym terenie dojeżdzają do drogi, gdzie oddają poszkodowanego lekarzowi karetki pogotowia. Aktualnie zdarza się w górach coraz więcej wypadków na rowerach górskich oraz związanych z uprawianiem sportów lotniarskich. Burza z wyładowaniami atmosferycznymi w górach, może być groźna. Zejdź z grani, unikaj samotnych drzew. 17-letnia Aneta M. z Pabianic, nie zachowując należytej ostrożności w czasie jazdy rowerem górskim w okolicy Ustrzyk Górnych. Doznaje rozległych obrażeń skóry na ciele, utraty pamięci wstecznej. Zostaje oddana przez GOPR w ręce lekarza pogotowia. Pogotowie ratunkowe powiadomiło GOPR o wypadku jakiemu uległ 61-letni Alfred K., który lecąc spadolotnią, spadł z wysokości 30 metrów i doznał urazu kręgosłupa. Na miejscu jest już lekarz z zespołem reanimacyjnym, ale ze względu na stan chorego i miejsce w jakim się on znajduje, dojazd karetki nie jest możliwy. Proszą o pomoc w transporcie. Dwu ratowników z lekarzem udają się śmigłowcem Zespołu Lotnictwa Sanitarnego na miejsce skąd transportują poszkodowanego do szpitala w Sanoku. Podobnemu wypadkowi uległ na stoku Połoniny Wetlińskiej 25 - letni mieszkaniec Nasicznego, który spadając w czasie niekontrolowanego lotu na spadolotni doznał poważnego urazu. Do transportu poszkodowanego konieczny był śmigłowiec, który mimo zapadającego już zmroku, dzięki decyzji pilota, wystartował z Sanoka. Już w całkowitych ciemnościach dotarł do miejsca zdarzenia. W czasie chwilowego zetknięcia jednym kołem podwozia, załoga śmigłowca zabrała chorego na pokład i szczęśliwie przekazała karetce pogotowia. Nie zawsze możliwe jest szybkie dotarcie do miejsca zdarzenia przy pomocy śmigłowca. 29 sierpnia 1992 22-letnia Bożena N. z Krakowa podczas lądowania spadolotni na stoku Połoniny Wetlińskiej doznaje złamania kości przedramienia, ogólnych potłuczeń. Po zaopatrzeniu przez ratowników jest transpotrowana wózkiem alpejskim na Wyżnią Przełęcz skąd zabiera ją do szpitala karetka pogotowia. Podobny wypadek ma miejsce 30 sierpnia na Połoninie Caryńskiej (uraz nogi i potłuczenia 24-letniego Mirosława C. - w szpitalu stwierdzono później wstrząs mózgu). Kolejny wypadek zdarzył się 9 września na Hnatowym Berdzie, zakończył się on połamaniem obu nóg i urazem miednicy. 29 czerwca z Krzemienia śmigłowcem ratownicy transportują do szpitala w Sanoku, trzy ofiary porażenia piorunem : częściowe porażenie wzroku, niedowład kończyn dolnych. Byli oni uczestnikami 10-osobowej wycieczki, która przebywała na grani. Uczestnicy rajdu Politechniki Krakowskiej powiadomili GOPR na Połoninie Wetlińskiej, że około dwie godziny wcześniej piorun raził 20-letniego Adama K. podczas podchodzenia na szczyt Smerek. Wezwany śmigłowcem lekarz stwierdził zgon, a ratownicy przetransportowali zwłoki do wsi Smerek. Staraj się zdobyć jak najwięcej informacji o terenie w który się udajesz. Rozsądnie zaplanuj wycieczkę, zostaw w schronisku, na kwaterze, informacje o planowanej trasie, której staraj się nie zmieniać. Określ termin przewidywanego powrotu. Nie wychodź w góry samotnie. Nie pozostawiaj bez opieki osoby potrzebującej pomocy ! W kwietniu dwu kolegów pozostawiło na niebieskim szlaku Bukowego Berda idącą z nimi, (wolniej wobec złego samopoczucia) 18-letnią Katarzynę M. z Warszawy. Dziesięciu ratowników odnajduje poszukiwaną o północy u gospodarza w Bereżkach. W lipcu 1990 ratownicy GOPR, pracownicy lasu, Straż graniczna poszukują nocą a 16-letnią Violettę F. z Pszczelin, która wyszła samotnie nad San w rejonie Czereszenki, ubrana tylko w strój kąpielowy. Ranem do akcji poszukiwawczej włącza się śmigłowiec. Dziewczyna została odnaleziona rano, kiedy wyszła z lasu na drogę. Była w dobrej kondycji psychicznej, ale mocno podrapana (noc w lesie), miała skręconą nogę. Słyszała w nocy samochody i okrzyki szukających, a rano śmigłowiec, lecz starannie ukryła się w lesie, myśląc że przekroczyła granicę i jest po stronie radzieckiej (obecnie ukraińskiej). 26 września 1991 nocą ratownicy poszukują 70-letniego Jana P. Z Częstochowy, który wyszedł w góry, nie określiwszy gospodarzom trasy wędrówki. Rano, następnego dnia został znaleziony w stanie skrajnego wyczerpania w dolinie Wetlinki pod Hnatowym Berdem. W lipcu 1994 Straż Pożarna zawiadamia GOPR, że w Rabem utknął na półce skalnej 19-letni turysta. Nie może samodzielnie wyjść wyżej ani zejść. Przybyła ekipa ratowników była już tylko świadkiem jak strażak, który od góry podał linę poszkodowanemu, szczęśliwie opuścił go w bezpieczne miejsce. Nadużywając alkoholu w górach dodatkowo obciążasz swój organizm. Ponadto narażasz się na nieprzewidziane zdarzenia. 26 czerwca 1987 o godzinie 0:10 w Ustrzykach Górnych pracownik przedsiębiorstwa budowlanego, zostaje uderzony w głowę dwiema butelkami. Rozbite szkło rozcina mu policzek na długości 10 cm. Ratownicy powstrzymują silny krwotok z rany i zawiadamiają pogotowie. Około godziny 3:40 w nocy ratownicy Stacji w Ustrzykach Górnych zostali wezwani do wypadku jaki miał miejsce w nieodległym budynku. 23-letni Marcin P. spadł z drabiny przy nieostrożnym wchodzeniu na strych, gdzie nocował. Okazało się, że ma prawdopodobnie złamaną rękę. Ponadto stwierdzono u poszkodowanego stan wskazujący na znaczne użycie alkoholu, bynajmniej nie w celach leczniczych. Założono opatrunek unieruchamiający rękę i wezwano karetkę pogotowia z Ustrzyk Dolnych. W dniu 24 czerwca 1994, po wezwaniu przez Policję, ratownicy GOPR śmigłowcem Lotnictwa Sanitarnego w Sanoku patrolują dolinę Sanu w poszukiwaniu 22 - letniego Krzysztofa M. z Trzemeszna. Poszukiwany był widziany ostatnio 14 czerwca, kiedy z kolegami spożywał alkohol w okolicy Sanoka. Po przeglądnięciu ze śmigłowca wielu kilometrów brzegu i zakoli rzeki San w okolicy Międzybrodzia, odnaleziono w wodzie zwłoki zaginionego. Właściwy ubiór i wyposażenie jest bardzo ważne w górach. Nie zapomnij mapy, kompasu, latarki, zapasowych baterii. Pamiętaj o jedzeniu (np. suszone owoce, cukierki czy czekolada). Nawet latem, mimo upałów, może nastąpić nagła zmiana pogody. Deszcz, wiatr i niska temperatura przy braku odpowiedniego ubrania mogą być groźne. Często wydaje się, że wyruszając rankiem, przy pięknej pogodzie dotrzemy bez przeszkód do celu naszej wędrówki. Zmiany pogody w górach bywają gwałtowne i wtedy łatwa wycieczka zmienia się nagle w trudną wyprawę wymagającą od uczestnika odpowiedniego przygotowania i wyposażenia. Obserwuje się również bardzo późne wychodzenie w góry.
18 sierpnia 1991 umiera na szlaku Tarnica - Szeroki Wierch - Ustrzyki Górne 23-letni Piotr C. z Dębicy. Prawdopodobną przyczyną wypadku, obok złego stanu zdrowia turysty, było nagłe załamanie pogody : bardzo silny wiatr, obfite opady deszczu, mgła i ochłodzenie. W październiku 1994 około godziny 23:00 Straż Graniczna z Wetliny powiadamia GOPR o zaginięciu czterech turystek w wieku 18-22 lata które odłączyły się od dwudziestoosobowej grupy turystów wędrujących na trasie z Cisnej pasmem granicznym do Wetliny i nie wróciły na nocleg. Kilka patroli ratowników (w sumie szesnaście osób) przez całą noc przeszukuje szlaki i drogi pasma granicznego. Jeden z patroli około godziny 7:30 w lesie, w głębi jaru, którym płynął potok odnajduje poszukiwane turystki, które nie mając latarek zgubiły szlak i nie mogły znaleźć właściwej drogi do Wetliny. Często brak należytej opieki nad dziećmi jest przyczyną tragedii. Także niefrasobliwość organizatorów wycieczek, naraża zdrowie uczestników i może zniechęcić na całe życie do aktywnych form wypoczynku. Przez cztery dni Policja, Straż Pożarna, miejscowa ludność oraz GOPR szukają nad Sanem, poniżej miejscowości Wara, 5-letniego chłopca, który przebywał z ojcem wykonującym prace rolnicze na polu przy rzece. Przeszukiwania brzegów wzdłuż rzeki, lasu, nurtu rzeki z łodzi oraz loty patrolowe śmigłowcem Zespołu Lotnictwa Sanitarnego z Sanoka nie dają efektów. Pies ratowniczy GOPR "Ben" wskazał ślad biegnący w kierunku rzeki. Dopiero w czwartym dniu poszukiwań w odległości 5 km od miejsca zaginięcia chłopca znaleziono zwłoki. Końcem października, kilka patroli GOPR, szuka w nocy uczestniczki trzydziestoosobowej wycieczki szkolnej, która w paśmie granicznym powyżej Wetliny odłączyła się na szlaku od grupy. Siedemnastoletnia uczennica, jak i pozostali wycieczkowicze nie mieli, na tę 8-godzinną wyprawę, jedzenia, picia, odpowiedniego ubrania. Grupa miała tylko dwie latarki. Dopiero w Wetlinie nauczyciel prowadzący grupę zorientował się, że brakuje mu jednej osoby i zawiadomił GOPR. Niska temperatura (-3 stopnie) panująca tej nocy, dopingowała penetrujących szlaki i drogi w rejonie gdzie mogła znajdować się poszukiwana. Około godziny 1:00 usłyszała pohukiwania ratowników. Była bardzo głodna, przestraszona i zmarznięta, nie znała terenu, nie miała latarki. Mimo to postanowiła schodzić w dół, nie bardzo zdając sobie sprawy z kierunku w jakim się udaje. Nie zeszła na stronę słowacką, dlatego odnalezienie, względnie szybkie, było tym razem możliwe. Henryk OwocLipiec 1998 |
| Ostatnia modyfikacja : 19 sierpnia 1998 | Opracowanie : Tomasz Tymoteusz Owoc |